czwartek, 23 listopada 2017

[275] Jak zrobić najprostszą czapkę na drutach? Przepis dla początkujących.

Od wieków już wiadomo, że to, co najprostsze jest najlepsze. Ponadczasowe i zawsze modne.
To dlaczego u licha ja zawsze muszę sobie życie utrudniać? Jak już wezmę się za czapkę to jakiś chochlik każe mi hołubce dzikie wyczyniać z drutami, plątać, skręcać, narzucać i zrzucać.
Tylko po co, jak można prościej?
I gdyby nie Pani Ania, to dalej brnęłabym w te poplątanie klimaty. Najpierw wydziczyłam się
i wydziergałam podwójną czapkę, by zaraz potem puknąć się w makówkę i wykonać najprostszą czapkę na świecie, w kształcie worka:






Przymierzyłam i okazało się, że wyglądam w tym worku... jak w czapce!
A skoro tak, to po co mam się męczyć. Męczyć w tych wszystkich czapkach z lat ubiegłych, które już mi się opatrzyły i zużyły trochę.

Zakupiłam więc włóczkę boucle Capri. W 50g jest 75 m włóczki (90% acryl, 10% poliamic). Na wszelki wypadek kupiłam dwa motki i zabrałam się do dzieła. (mój obwód głowy 54 cm, ale czapka pasuje też do obwodu 56 cm)




Na druty nr 3,5 albo 4 nabieramy 62 oczka podwójnej nitki.To ważne, bo taki ścisły ścieg działa niczym ściągacz i ocieplacz uszny w jednym. Na prawej stronie prawe oczka, na lewej - lewe. Ale jak tak sobie patrzę, to można z powodzeniem zamienić strony i też będzie dobrze :). Tak sobie radośnie dziergamy aż do wysokości ok. 6 - 7 cm. Potem jedną nitkę odcinamy, a resztę czapki dziergamy dalej na tych samych drutach aż do wysokości mniej więcej 22 cm. Całość robótki dzielimy na 3 równe części, co daje 20 oczek + 2 oczka brzegowe.
Od tej pory zaczyna się nienachalne zwężanie na prawej stronie: 1 oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 17 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo i przełożyć przez następne oczko z lewego drutu (to tak, jakby 3 oczka przerobić razem, ale w ten proponowany sposób uzyskujemy ładną jodełkę), dalej 16 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo i przełożyć przez następne oczko z lewego drutu, 17 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo, 1 oczko brzegowe. Dłubiemy  tak sobie aż zostanie nam tyle oczek, by to wszystko ściągnąć razem. W tym celu należy pierwsze oczko brzegowe przeciągać bez przerabiania przez wszystkie oczka z lewego drutu. Można sobie to oczko nawlec na wsuwkę i przeciągać po kolei przez następne oczka. Teraz zostanie nam tylko zszycie. Ja zszywałam zwykłą nitką maszynową, bo ten poszarpaniec nie nadaje się do zszywania.
KONIEC!
Prawda, że proste?

Moja czapka prezentuje się tak:


A na głowie tak:




Ważne, by przy tak prostym fasonie wysilić się na jakąś bardziej ozdobną włóczkę.
Już kombinuję, następną czapkę w innym kolorze. Dzierga się szybko, więc zamiast jednego nakrycia głowy zrobię dwa w tym samym czasie :)



środa, 22 listopada 2017

[274] Czas się zbroić, czyli hełm na zimę.

Jak co roku, czapki - hełmy cieszą się sporym zainteresowaniem.

Zimy bywają u nas nudne, brudne i nijakie. Doprawdy trzeba się nieźle nagimnastykować, by je przeżyć i nie popaść w depresję. Człowiek łapie się każdego sposobu, by jakoś doczołgać się do wiosny.
Jednym z nich jest kolorowe nakrycie głowy, takie rozświetlające. Innym choć szare, to rozśmieszające. Każdy sposób dobry, by wyindywidualizować się z nostalgicznego tłumu.

A oto propozycja na tę zimę (i tamtą co była i tą, co będzie):


czwartek, 16 listopada 2017

[273] Termoforek Biedronka z historią miłosną w tle...

Pisałam już wcześniej, że moje termoforki posiadają wielką moc ogrzewającą ciało, one też wpływają ocieplająco na tzw. stosunki międzyludzkie. Śmiem wysnuć nawet teorię, iż w takiem ocieplonym ciele i dusza ma się lepiej:)

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną bardzo miły Pan i poprosił mnie bym wydłubała specjalnie dla Jego Żonki taki pokrowiec na termoforka, co by biedronkę przypominał...
Pan szukał oryginalnego prezentu, gdyż Żona jest wielką miłośniczką biedronek.
Pomyślicie - banalne...
Otóż nie. Jak się okazało Pan mieszka TU, a Jego Żona daleko TAM, czyli na innym kontynencie.
Historia miłosna posiada tu podwójną fabułę.
Jedna - ta oczywista -  cieplutka biedronka, przytulana przez Żonkę, przypominać będzie, że ktoś bliski, kto jest daleko, bardzo kocha i tęskni...
A druga historia miłosna - jakże banalna - Pan ten swoją prośbą wybudził mnie artystycznej niemocy i dzięki niemu zapałałam znowu miłością wielką do mojego intymnego, artystycznego światka.

Wniosek:

Termoforki wielką moc posiadają! c.b.d.u.



czwartek, 9 listopada 2017

[272] Termoforek Minionek



Sezon na termoforki uważam za otwarty!

Potrzeba zaznania ciepełka jest tak wielka, że stare, babcine sposoby wracają do łask.
Wystarczy wrzątek i gumowy worek na korek. No tak, ale potrzeby estetyczne też trzeba jakoś zaspokoić... Bo jak tu tulić się do gumowego wora?
 Ciepło rozluźnia mięśnie i odpuszczają powoli wszelkie napięcia, nie tylko te fizyczne. Jak ktoś ma w domu jakiegoś sierściucha, to wie, że głaskanie uspokaja obydwie strony. Tu mamy podobnie, z tą drobną różnicą, iż gumowy worek na korek jest w sam w sobie spokojny już na wstępie i do tego "wkładalny" w każde miejsce. Mam na myśli to, że kota pod kapotę to ja raczej sobie nie wsadzę, bo się nieborak udusić raczy.

Tyle tytułem wstępu, bo rzeczywistość przerosła wyobrażenia o ogrzewaniu babciną metodą.
Rzeczywistość napisała inny scenariusz na termoforki. Co prawda nadal mają za zadanie ocieplać, z tym, że nie tylko ciało...
Nowy scenariusz napisało życie.
Kiedyś, dawno temu zwrócił się do mnie pewien Pan z prośbą o wykonanie takiego indywidualnego termoforka, bo przeczytał u mnie, że takie cudo ociepla nie tylko ciało obdarowanej osoby, ale także ogrzewa relacje międzyludzkie. Mój indywidualny termoforek to Potworek , więc należałoby powołać do życia coś bardziej miłego. I tak powstał "Miziaczek", bo jak to Pan określił, koniecznie musi być z "miziastej" włóczki. Zdjęcie niestety nie zachowało się, bo cyknęłam "na szybko" komórką, a potem równie "na szybko" usunęłam, oczywiście jak zawsze niechcący...

Pomyślałam sobie, że skoro "PORA NA TERMOFORA" działa terapeutycznie na ludzkość,
to należałoby tej ludzkości dostarczyć więcej przyjemności.

Zakupiłam zatem gumowy worek na korek... i czekałam, aż wena mnie najdzie.
Nie najszła, aż do czasu, gdy znalazł mnie inny Pan, który poprosił o prezentowe ocieplenie metodą na termoforka (ale to już osobny temat). I tak oto medytując nad pokrowcem, powołałam do życia Minionka:

Uważam, że nieźle wpasował się w geometrię gumowego wora.

Na plaskato wygląda tak:


Od D... strony tak:





A nabąbany to nawet podpiera ściany:












Teraz czeka, aż go ktoś przytuli...


sobota, 4 listopada 2017

[271] Dwustronna czapka




Kobieta zmienną jest! Ma chrapkę na pastele, ale czy róż, czy błękit? Trudny wybór! Postanowiłam wyjść na przeciw porannemu niezdecydowaniu, które to może zaowocować spóźnieniem do pracy i wykonać czapkę 2 w 1.
Wystarczy wywinąć i problem z głowy :)




Pomysł super!
Z tym, że trochę przekombinowany...

Mam wrażenie, że włóczka powinna być jednak nieco cieńsza, a jedna strona gładka...
Dla amatorów grubych splotów jest OK, ale dla klasyków zbyt ekstrawagancka.
Jedno jest pewne - w tej czapce nie straszne mrozy i wiatry - ocieplenie gwarantowane!

piątek, 27 października 2017

[270] Kapcie na drutach "BIEDRONKI"

Przedstawiam zmodyfikowaną wersję łopatologicznych kapci domowych:




Paputy "trzepię" praktycznie co sezon i tak jak przy czapkach hełmach wydawałoby się, że już "nic dodać, nic ująć", a tu pyk => pomysł racjonalizatorski!
To, że biedronki, to tylko taki mały pikuś, a raczej owad - one posiadają wzmocnioną/ocieploną podeszwę!
Udało się! Hurra! Zyskałam lepszą amortyzację, większą izolację i opóźnione ścieranie ogumienia, a raczej podeszwy.
Kurczę! Jak mawiał mój tato: "są tylko dwie rzeczy niemożliwe - wywrócenie hełmu na lewą stronę i otworzenie parasola w d..., nad resztą trzeba trochę popracować".

Brawo JA!



wtorek, 23 maja 2017

[269] Spóźniony beret, czyli "moja macocha jest kosmitką"

Za beret wzięłam się, jak jeszcze była szansa, że go ponoszę. No cóż...
Wydziergałam go w ekspresowym tempie, ale lata świetlne zajęło mi samo zszywanie.
Beret jest częścią integralną płaszczyka, który też czeka, aż Księżyc ułoży się w koniunkcji z Marsem, czyli za czas jakiś, jak nauczę się zaginać czasoprzestrzeń :)



Beret trochę gruby, przez to ciepły. Fajnie się układa. Tak raz na zawsze, a nie jak latający spodek.
Część plaskata o sporej średnicy, ale tak mi wyszło z obliczeń. O tym, że mogłabym z powodzeniem darować sobie jednego liścia dowiedziałam się już na finiszu, więc nie chciało mi się wracać do punktu wyjścia.

Głowa manekina ma obwód 50 cm, więc jak zamontowałam mu ten wynalazek na szczycie, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już taki model widziałam. No tak, Kim Basinger miała podobne nakrycie głowy w filmie: "Moja macocha jest kosmitką".

No i oczywiście moja mama też :) Te berety to dopiero miały średnicę!  Kosmiczną!

A tak prezentuje się beret wcale nie wiosenny w fazie rozkładu:


Z czystej wygody nie dziergałam "na okrągło", więc musiałam "spasować" zszywanie:



Widać trochę, ale na człowieku już mniej, bo kto człowiekowi zarzuca wzrok na czuba? I to tylnego czuba?


Chciałam zrobić artystyczne zdjęcie liścia, ale gdzieś mi się ten artyzm rozmazał i patrząc na to coś poniżej należałoby skorzystać z wyobraźni. Tak, tam miał być liść!




I jeszcze jedno! W oryginale ten latający spodek jest koloru bardziej w bordo, zupełnie nie rozumiem, skąd tu się wziął ten soczysty róż? Pewnie jacyś obcy przerobili mi aparat cyfrowy!